Kradzione nie tuczy - pobożne życzenia. Zaokrąglam się systematycznie na mojej free food diet. Szczęśliwie bieganie też jest za darmo.
Z ostatnich darmoszek: 4 opakowki tortillas, co rozdawali przy Deptford Market, jedzenie z drzew - ostatnia inicjatywa pod szyldem Passing Clouds, wypaśny wege-posiłek w P.C + jajka, warzywka i już-nie-pamiętam-co, co zostało po gotowaniu i można sobie było zabrać do domu, obiad w Madame Tussauds, i 3 kolejne lunche z tego, co wyniosłam, obiad w Tower of London. Te ostatnie miejscówki to w ramach zwiedzania Londynu przy okazji pracy (tzn. płacą mi za to a nie odwrotnie).
Co można zjeść z drzewa i gdzie w Hackney: Hackney Harvest.
poniedziałek, 30 maja 2011
wtorek, 24 maja 2011
chyba się zakochałam bo nie potrafię spać
..stąd pisanie bloga, kiedy powinnam oglądać filmy pod powiekami.
Miesiąc mnie nie było, bo się bujałam po Azji. Troszkę. Moje katastroficzne wizje się nie sprawdziły, paszport się znalazł, żaden z 5 samolotów nie spadł, trzymanie kciuków podziałało i na komary i na różne złe bakterie. Głowę otworzyłam. Posmakowałam azjatyckiej kuchni. Jadłam owoce, o jakich się nie śniło filozofom.
Fajnie było i się skończyło, bo miesiąc to jest dużo czasu tylko wtedy, gdy się swój wiek liczy w miesiącach albo jak jest nudno i źle. Porozglądałam się i wracam najprędzej jak się ogarnę i wtedy może będę w stanie działać bardziej metodycznie w związku z czym będę wiedzieć, co właściwie jem i będę mogła to opisać. A na razie boli mnie serce, że jestem tu a nie tam, i wewnętrzny lekarz mi zabrania wspominać.
Zanurzyłam się więc od nowa, z głową i butami, w londyńską codzienność. Przeprowadziłam się na Południe, żeby sobie udowodnić, że nie jestem sentymentalna. Mieszkam nad Rzeką i niebieskie Oko mnie przez okno podgląda wieczorami. Na Północ jeżdżę w gości i do Passing Clouds. Reszte mam pod nosem, how convient.
Jestem na bananowej diecie Siddharty Hessego. Z dodatkiem kawy i czekolady.
Zakochałam się w szwedzkiej studentce angielskiej literatury o buzi Geeny "Thelmy" Davies. Rozmawiałyśmy o ulubionych pisarzach; przyszpanowałam znajomością contemporary russian writers i dostałam jej maila hihi tani podryw na wzniosłe idee. Powiedziałam też, że powinna być modelką a nie kelenerką. Musiałam to kiedyś usłyszeć, no chyba że mam naturalną skłonność do banału.
Szykuje się najazd gości (którym chyba będę musiała rozbić hamaki w mojej kurzej klatce) więc może będzie o czym pisać w ramach kulinarnych opowieści, bo na razie to mogę jedynie opowiadać o bananach i sercu niespokojnym od kawy i nadmiaru emocji.
Miesiąc mnie nie było, bo się bujałam po Azji. Troszkę. Moje katastroficzne wizje się nie sprawdziły, paszport się znalazł, żaden z 5 samolotów nie spadł, trzymanie kciuków podziałało i na komary i na różne złe bakterie. Głowę otworzyłam. Posmakowałam azjatyckiej kuchni. Jadłam owoce, o jakich się nie śniło filozofom.
Fajnie było i się skończyło, bo miesiąc to jest dużo czasu tylko wtedy, gdy się swój wiek liczy w miesiącach albo jak jest nudno i źle. Porozglądałam się i wracam najprędzej jak się ogarnę i wtedy może będę w stanie działać bardziej metodycznie w związku z czym będę wiedzieć, co właściwie jem i będę mogła to opisać. A na razie boli mnie serce, że jestem tu a nie tam, i wewnętrzny lekarz mi zabrania wspominać.
Zanurzyłam się więc od nowa, z głową i butami, w londyńską codzienność. Przeprowadziłam się na Południe, żeby sobie udowodnić, że nie jestem sentymentalna. Mieszkam nad Rzeką i niebieskie Oko mnie przez okno podgląda wieczorami. Na Północ jeżdżę w gości i do Passing Clouds. Reszte mam pod nosem, how convient.
Jestem na bananowej diecie Siddharty Hessego. Z dodatkiem kawy i czekolady.
Zakochałam się w szwedzkiej studentce angielskiej literatury o buzi Geeny "Thelmy" Davies. Rozmawiałyśmy o ulubionych pisarzach; przyszpanowałam znajomością contemporary russian writers i dostałam jej maila hihi tani podryw na wzniosłe idee. Powiedziałam też, że powinna być modelką a nie kelenerką. Musiałam to kiedyś usłyszeć, no chyba że mam naturalną skłonność do banału.
Szykuje się najazd gości (którym chyba będę musiała rozbić hamaki w mojej kurzej klatce) więc może będzie o czym pisać w ramach kulinarnych opowieści, bo na razie to mogę jedynie opowiadać o bananach i sercu niespokojnym od kawy i nadmiaru emocji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)