Sponsorem dzisiejszego odcinka są postaci z kreskówek nazwane od jedzenia: Panini i Flapjack.
Panini (nie) jest dziewczyną Chowdera a w realu bułką z różnymi gadżetami aka kanapką. Panini wpadła w me łapki w ten sposób, że z lenistwa postanowiłam zrobić sobie na kolację kolejną herbatę i wtedy przemiły Włoch, którego imienia nie znam (on moje zna jakoś), a który często przesiaduje w naszym salonie z innymi nieznanymi mi z imienia Włochami oraz z tymi, których znam; więc ten Włoch zapytał: Kasia chcesz panini? I wręczył mi papierową torebkę z różnymi bułkami do wyboru mniam mniam
Flapjack z kolei to tytułowy bohater mojej drugiej ulubionej kreskówki. Flapjacka dziś wcale nie jadłam (chciałabym!) ale jadłam nie tak dawno i nic nie powiedziałam więc się teraz rehabilituję. A jest to takie płaskie ciasto-nie-ciasto, posklejane z płatków owsianych, oraz suszonych owoców. Nie jestem specjalistą – może są różne jeszcze opcje. Pyszne i o milionowej kaloryczności.
Jadłam dziś za to sardynki z puszki,o. Nie mam w zwyczaju ich jadać, za to moja mama tak i można to uznać za tribute. Puszkę kupiłam bo była śliczna a potem się okazało, że sardynki smakowite. Ułożyłam na talerzu garstkę rukoli, pół garstki szpinaku, kilka oliwek a na to sardynki i gotowy mały treat. Do picia sok pomidorowy, amen.
A to było na lunch i zupełnie poplątałam chronologię, bo jakoś mi pisanie nieskładnie dziś idzie, niech mi będzie wybaczone gdyż dzień pełen emocji.
Kupiłam w charitku książkę kucharską ‘Great Value Gourmet. Meals and Menus for Ł1’. Oraz przewodnik ‘Southeast Asia on a Shoestring’. Yay.
