piątek, 18 marca 2011

london in da rain

Deszczowa londyńska aura. Wczorajsze obżarstwo w savoy'u jest już tylko wspomnieniem. Bieda-rada: późne wstawanie pozwala zaoszczędzić na śniadaniu.
Bieda-rada2: na pusty brzuszek pomaga też trochę złośliwa satysfakcja, że tam oto ludzie pracują a ty się wylegujesz w łóżku. Ja z mojego okna mam widok na college i spod kołderki widzę, jak harrypotery w mundurkach uwijają się jak mróweczki po korytarzach szkoły.

Wracając do miłych wspomnień z pracy..
Na przystawkę wybrałam sałatkę z ciecierzycą i selerem naciowym, i szynką jeśli mnie kubki smakowe nie mylą, lub pędami bambusa.. oraz gotowane buraczki z vinegrait i pietruszką (buraczki to tak niewygodne w obróbce warzywo, wymierające w kuchni mam wrażenie, że zawsze zjadam, jak mam okazję, gdyż mam w głowie zakodowane, że ultrazdrowe).
Danie główne: cod czyli ten no dorsz pod pierzynką, serwowany na fasolce szparagowej (w sensie: ja sobie tak zaserwowałam).
Deser: tort czekoladowy.. i tort fistaszkowy (nie mogłam się powstrzymać; bardzo żałowałam).

Właśnie sobie przypomniałam, że świsnęłam parę czekolad, jakie zostały po evencie, a były prezencikiem dla gości i właśnie zajadam czekoladę mniam mniam

Wczoraj odpuściłam rower i postanowiłam przypomnieć sobie, jak to jest w środkach komunikacji miejskiej więc miałam przygodę pt. metro i double-decker w drodze powrotnej.
Metro nie lubiłabym bardzo, gdybym musiała korzystać z niego regularnie. Jest za drogie, klaustrofobiczne i bez widoczków za oknem, przez co trzeba się tępo patrzeć w przestrzeń i ludzie zmieniają się w bezmózgie stwory brr. Jednak na 1 raz może być ciekawe: jak przeglądanie katalogu z londyńczykami (tymi z urodzenia a przeważnie tymi z doskoku). Mój pociąg miał opóźnienie, policja biegała po stacji, nikogo to nie wzruszyło ani mnie.
Double-decker sto razy fajniejszy. Najlepiej oczywiście na drugim piętrze tuż nad kierowcą. Dreszczyk za każdym razem, gdy autobus ociera się o drzewo lub znak ihihi.
Okazało się, że jest Dzień Św.Patryka ale szczęśliwie nikt mi nie zarzygał autobusu. Widziałam ledwo 2 postaci w głupkowatych czapkach i to całkiem trzeźwe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz