poniedziałek, 21 marca 2011

chmury przemijaja po raz trzeci i, na jakis czas, ostatni a Żydzi świętują

Purim. Dla niewtajemniczonych: żydowski karnawał. Miały być osobne posty o Żydach i ich zwyczajach także żywieniowych, jako że mieszkam (jeszcze kilka dni) w dzielnicy żydowskiej, nawet ortodoksyjnie; ale nie będzie, bo nie mam teraz głowy do Żydów.
Polowałam dziś na nich z aparatem, bo poprzebierani chodzili po mieście i widok stanowili przynajmniej ciekawy. Zdjęcia analogowe, więc na update trzeba poczekać (może też się zdarzyć, że będą na świętego nigdy, bo chyba zerwałam film..) ale picture this: Pan przysadzisty, w tradycyjnym stroju (czarny szlafrok, białe skarpety i czarne buty, na głowie futrzana czapa z dziurką, pejsy jasna sprawa) prowadzi gromadkę dzieci swoich (zawsze gromadka) i wszystkie przebrane tak samo np. osiem pastereczek, które można ustawić od najmniejszej do największej ale wszystkie jednakie; albo zastęp małych żołnierzy (sick!). Widziałam też Żydówkę przebraną za Muzułmankę oraz niemowlę przebrane za kupę (co miała być chałką..).

I tak przez Stamford Hill i Stoke Newington dojechałam na Kingsland, do PC, jak co niedziela.
Również zaczęłam od zdjęć, które wciąż w aparacie lub w raju dla nienarodzonych zdjęć.

Tym razem ośmieliłam się głos zabrać a nie tylko tłuc ziemniaki na puree, o. Zaproponowałam jedyne, co się odważam robić przy ludziach, szczególnie nieznajomych hipsterach, czyli brownies - nigdy nie zawodzi, bo to ciasto, co z istoty swej jej porażką, błędem gospodyni, co zapomniała dodać proszek do pieczenia i nie urosło.
Jeśli mowa o preparacjach to, jako że to peoples kitchen, chaos panuje nieziemski. Miksery na ten przykład są przynajmniej 3 ale z porozrzucanych części nie udało mi się złożyć ani jednego. Spróbowałam wobec tego takiego wynalazku jak mikser ręczny ale szczerze to z dupy taki mikser i skończyło się, standardowo, na robieniu ciasta widelcem hihi
Teraz kwestia składników: gotuje się z tego, co akurat jest; to jedzenie za darmoszkę więc nie ma wybrzydzania. Co Pan Tescos rzuci-bierzemy. Pan Tescos dużo akurat podarował pret a manger, że tak powiem i nie mam na myśli popularnej sieci kanapkowej, więc gdyby nawet nic nie wyszło z naszych eksperymentów kulinarnych nikt nie byłby głodny, bo można było podjadać popakowane tortije i kisze. Szczęśliwie znalazło się w darach w bród gorzkiej czekolady, jajka i masło.
Żeby nie przeciągać opowieści o czekoladowym cieście: upiekłam, wyszło najzajebistsze, wszyscy mnie po plecach klepali.
A potem był film, hinduski, bez napisów a ja się delektowałam moim ciastem i nawet się nie zorientowałam i wszystko rozumiałam. Dobre brownies działa jak space cake i stapia ze Światem w jedno, omm.

Przepis na brownies:
Roztopić w kąpieli wodnej 2 tabliczki czekolady i kostkę masła. Rozmieszać widelcem jajka całe w ilości od 4 do 6 (lepiej 6 ale jak się ma tylko 4 to Ziemia się nie zatrzęsie), mieszać dalej dodając cukru 1,5 lub 2 szkl cukru (jak się lubi słodsze) i mąki 3/4 szkl. Dodać rozpuszczoną czekoladę, wylać na foremkę wyłożoną papierem lub wysmarowaną masłem i wysypaną kakao/mąką (tak mi jedna hipsterka podpowiedziała i się udało), piec w 200 st.C przez 20min. Sprawdzić czy się nie trzęsie. W środku może być mokre - wtedy jest jeszcze pyszniejsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz