piątek, 29 lipca 2011

nic o arborianach

Dziś w związku z bezsennością byłam już na nogach o 8 rano i świetnie się składa bo rano rozdają za nic warzywa i owoce na new covent garden market. Trzeba się tylko przejechać rowerem, ode mnie niedaleko - uroki życia po tej drugiej stronie rzeki, przejść między halami po stronie zewnętrznej, odwrotnej niż kupujący, i zajrzeć do kontenerów z napisem organic waste w kolorze granatowym lub zielonym.
Fajowe rzeczy wynalazłam: seler naciowy, fenkuł, fasolkę szparagową, papryki, pomidory, torebkę obranych ziemniaków hyhy, szpinak, bazylii od zaje*ania, marchewki, awokado, jabłka, mango, brzoskwinie, ananasy i cudaczne owoce, co nigdy takich na oczy nie widziałam, chyba że to wczesne dragon fruits bo żółte a nie jaskrawo-różowe; w środku się zgadza.
Jedyny zgrzyt z takiej obfitości, że trzeba to wszystko prędziutko oprawić bo skłonne do psucia.
Także w dzisiejszym meniu znalazły się: muesli z egzotycznymi owocami na śniadanie; pieczone ziemniaki i fenkuły z ziołami + szpinak smażony z czosnkiem i cebula + jajko sadzone :) na obiad; pieczone jabłka z rodzynkami na deser. W międzyczasie powstawało pesto z całej tej bazylii.

Tu miała być opowieść o powstaniu pesto ale jakoś straciłam zapał. Niechybnie z przejedzenia. Long story short: jak się ma tzw. food processor (cokolwiek się za tym kryje, bo jak mniemam opcji jest kilka) to jest z górki; a jak nie - to się ma problem. Ja na przykład poznałam sąsiadów i dowiedziałam się, że oni też nie mają (pewno wsuwają gotowe dania z icelandu, leniuchy ;>), i w końcu posiłkowałam się tłuczkiem, tarką i sokowirówką :| Ale efekt to 2 poważne słoiki z pesto, fcuk yeah.

Na swoją kolej czekają teraz awokado, z których powstanie guacamole, o tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz