Więc jak się pakowałam na mazur wpadła mi w łapkę książeczka
"Ojca Grande przepisy na zdrowe życie". Wrzuciłam w plecak bo chcę żyć zdrowo. No i chichot był wielki z tych rad. Było o kobietach, co nie potrafią męża utrzymać w domu, bo nie umią gotować i potem się społeczeństwo rozpija; o młodzieży co traci witaminy bo uprawia seks i potem nie rośnie; o młodych kobietach, co się nie czeszą i łażą rozczochrane (w latach 90tych wydano tę książkę a Ojciec Grande - przedwojenny). W sumie to mi się nie chce opowiadać.
Morał tej opowieści taki, że należy jeść
kaszę gryczaną i pić
kefir a na cerę najlepsza
czarna rzepa.
Rzepowy detox.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz