środa, 23 lutego 2011

no-food diet

Aktualnie jestem na I-Can’t-Be-Bothered Diet. Jem tylko to, co wymaga minimalnej obróbki i najlepiej: przychodzi samo (oliwki w sklepie, owoce w pracy, jedzenie wspóllokatorów…). Jak już trzeba coś kupić to wybieram owoce, sery, puszki z tunczykiem, daktyle, czekoladę, jogurt. Wychodzi na to, że w ciągu dnia zjadam same przekąski. Brzuszek zapycham sokiem pomidorowym, gdy burczy, oraz kawą, dużą kawą. I luv coffee. Główna zasada: keep urself busy to zapomnisz o jedzeniu.

Gdy mój wspólnik w niecnotach naprawi rower, przejdę na Free-Food-Only Diet, która, w odróżnieniu od I-Can’t-Be-Bothered Diet wymaga już troche wysiłku. Darmowe jedzenie można albo podjadać, ale wtedy zawsze będą to małe ilości, albo skipować (albo kraść, ale tej opcji nie biorę pod uwagę, bo mam blokadę jakąś taką moralną) czyli po prostu wyszperowywać w śmieciach przysupermarketowych (skip to śmietnik).Nazywa się to ładnie freeganizm. Ktoś, komu się zachce, pokręci nosem a mnie się nie chce tłumaczyć, dlaczego jedzenie, które ma wgniecione lub podarte opakowanie dalej nadaje się do spożycia, mimo że Pan Tescos uważa inaczej. No ale oprócz wysiłku trzeba też zdjąć blokadę ojej-ludzie-się-patrzą-jak-grzebię-w-śmieciach i do tego jest mi potrzebny wspólnik, sama się krępuję. Dlaczego potrzebny jest rower – bo nie dla wszystkich to skojarzenie jest oczywiste: i do not walk anymore, i cycle. Zresztą najbliższe tescos oprócz tego, że nie wiem, gdzie jest, to stopro jest za daleko by iść, a już na pewno by iść obładowanym darmowymi dobrami, a jechać na skipa autobusem czy metro to już jakaś perwersja – za 3-4 funty za bilety (x2) można mieć mnóstwo jedzenia.
Nie skipowałam jeszcze nigdy sama ale dostawałam zeskipowane jedzenie od znajomych: kawę nescafe exspresso w ilościach hurtowych, tofu, warzywa, nawet rogaliki z czekoladą :}
Teraz żyję za Ł3 na dzień & counting (w dół).

Skoro już jestem przy free foodz to cynk sprzedam taki, że co niedziela w Passing Clouds odbywa się impreza pt. Peoples kitchen, gdzie się wspólnie gotuje, wykorzystując jedzenie podarowane przez supermarkety oraz co ludzie przynieśli, a potem się wspólnie zajada wege smakołyki. Gotowanie zaczyna się od 15 a jedzenie to jak się skończy gotowanie. Mnie się zazwyczaj udaje zdążyć dopiero na jedzenie.. ale czasem pozamiatam albo zmyję naczynia, żeby na krzywy ryj nie zajadać. A potem są filmy i impreza i w ogóle superfajnie. Są jeszcze dobrzy ludzie na świecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz