czwartek, 17 lutego 2011

bajkowe jedzenie

Jako fan "Chowdera", zjadam na próbe to, co się kryje pod imionami jego bohaterów. Na pierwszy ogień poszedł oczywiście chowder (z kartonika sysy) – smakowita rybna zupka (bo to był rybny chowder), odfajkowane.
Chciałabym w tym momencie napisać, ze zupki z kartonika są złe, po ang EVIL: są smaczne i tanie, nie wspominając już o prostocie przyszykowania (otworzyć kartonik…) ale naszpikowane bez wątpliwości jakimś złem tuczącym i przytępiającym zmysły i pozbawiającym marzeń. Wracając do mojej kreskówki: potem kupiłam mung daal a że torebka duża to jadłam go na różne sposoby, głównie traktując jako zamiennik soczewicy, i jeszcze zostało. Więc robiłam niby-sambar, niby-curry, i inne mieszanki do tej pory nieodkryte/nienazwane, dodając warzywa jakie miałam (cukinia, marchewka), przecier pomidorowy, pastę curry etc.
W kolejce: Trufla, Shnitzl, Panini, Endive, Kimchi i.in.

czyli>>>>>>>>>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz