Kolejna najlepsza rzecz po free food to free stuff. Patrz: gumtree freebies np. A zaraz potem jest cheap stuff.
Najlepsze charity zostawiłam na północy (Kingsland Rd) i teraz muszę od nowa badać okolicę w poszukiwaniu great bargains. Na Walworth Rd, bliżej numeru 400 są 3: Salvation Army, Trinity Hospice i Help for the Blind. Ten dla niewidomych jest najsłabszy tj. najdroższy i zatrudniający panie z uroczym rosyjskim akcentem o wrażliwości ee wschodnioeuropejskiej właśnie. Ale kupiłam tam 2 czapki za 50p i 2 kieliszki za tyleż. Czapki miały kosztować po funcie no ale bez przesady. A kieliszek 3 z kompletu też był wyceniony na funta, w czym pani z Rosji nie widziała żadnej niekonsekwencji, toteż go nie kupiłam, wystarczą mi 2.
W Salvation Army nie ma przymierzalni dzięki czemu można kupić i się rozmyślić i oddać, co jest nieocenione dla takich, co w domu nie mogą sobie przypomnieć na ch*j naznosili tych śmieci.
Ostatnio z wyprawy na Walworth przywlokłam poza wymienionymi czapkami-kieliszkami, kubek; trzepaczkę; jaskrawo-zielony (żółty?) tank-top (?); spodnie, co się nazywają chyba teraz haremowymi, ale nie dokładnie takie, moje są fajniejsze.
Poza charity shops można śmieci naznosić do domu z przeróżnych car boot/boot/jamble sales. Najlepsze mam wrażenie są w Croydon ale trzeba mięc więcej niż 1 dobry powód by się wybrać do 6 strefy, seriously!
Ja na razie odwiedziłam Deptford Market, co miały tam być rzeczy po ekhm umarlakach, ale to chyba w jakiś inny niż byłam dzień, oraz (przed chwilą) Comber Car Boot Sale, co jest na wielokrotnie już tu wspominanej Walworth Rd. W sensie na Comber Grove, które jest od niej niezadaleko. Spóźniłam się i już się wszyscy zbierali więc nie jestem w stanie ocenić fajnie/niefajnie. Trochę mnie rozczarowują jak do tej pory te sejle (poza croydonowymi legendarnymi ech).
W planie mam jeszcze zajrzeć na Battersea i Capital Car Boot ale to w niedzielę.
Na Brick Lane jest też market ale to taka ściemka dla turystów i cool kids. Btw byłam tam wczoraj, choć nie przepadam, czas miło spędziłam na wystawie najpierw w Trumanie, na wiadukcie kolejowym potem z Ludźmi z Północy, których tak rzadko widuję, wino pijąc i jedząc żelki. Pijaniusieńka wróciłam rowerem do domu jak po sznurku i zasnęłam na lapie sprawiając, że się pulpit obrócił do góry nogami i trzeba się było gimnastykować..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz