Jestem chora i się słaniam na rowerze :( ale dojechałam pod LSE na harekrysznowy posiłek naładowany boską energią bo to niedaleko no i bo boska energia. Składały się na niego: ryż, fasolki jakieś z warzywami, kiełki, ciasto takie marchewkowe może, mandarynka no i boska energia. Bez smaku ale za to z innymi walorami (free, boska itd).
A potem zjadłam wafelek, też za free bo od wspóllokatora. A teraz mi smutno, bo jestem chora, i czekam na pranie i czytam Dukaja, co przyleciał z Polski tylko po to chyba, by zamącić mi w głowie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz