Stołuję się już raczej regularnie pod LSE ale Pan Krysznowiec, co rowerem z przyczepka przywozi jedzenie pełne boskiego światła, powiedział, że ma lepsze rzeczy do roboty w wakacje i teraz będę musiała jeździć kawałek dalej, pod SOAS.
Jedyny problem polega na tym by wstać przed 12 by się załapać na lunch time. Ale porcje maja od serca (prosta sprawa) i wystarczają mi na 2 dni, więc tylko co drugi dzień trzeba wcześnie wstawać hyhy
Na harekrysznowej stronce Matchless Gifts można sobie obczaić, gdzie i kiedy rozdają jedzenie oraz po co żyć etc
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz